Taki koniec zimy.

Dziś popędziłem nad rzekę jak szalony. Troszkę poszczę w obecnym okresie, więc z wielką werwą i energią równą wierze w możliwość pozamiatania pustyni wyruszyłem nad dobrze mi już znany odcinek jednej z rzeczek mojego regionu. Ci co tu łowią z pewnością ją poznają, Ci co nie znają nie poznają zapewne nigdy. Cel na dzisiejszy dzień był dość oczywisty, bo podyktowany czysto ekonomicznym aspektem. Jeszcze rano skrzył się szron przypominając, że to nadal zima.

Oczywiście pech chciał, że nie byłem pierwszy nad wodą. Gdy dojechałem na miejsce jakiś muszkarz chlapał się sznurem. Na mój widok szybciutko zamienił się w wodnego biegacza i popędził z biegiem rzeki. Mentalnie zdołował mnie zanim jeszcze zdążyłem zmontować wędkę. Nie lubię jak ktoś potarmosi mi wodę. Z drugiej strony kto normalny łowi we wtorkowy poranek ? Oczywiście oprócz mnie !
... a liczyłem na spokój i ciszę !

Choć w pewnym sensie spokój i cisza były obecne. Zwłaszcza w wodzie. Zero kontaktu, zero cieni. Zero. Bobry za to szaleją na całego. Wyręczają meliorantów i wycinają ostatnie drzewa. Czyżby uzyskały jakieś unijne dotacje ?? Wychodzi na to, że zwierzęta rzeczywiście bardzo szybko się uczą ! Jeszcze rok czy dwa i będę tędy spacerował jak na angielskim trawniku.

Nie zawiodły za to ptaki. Wszędzie ich pełno, a jeszcze dwa tygodnie temu była cisza jak makiem zasiał. Dziś co ciekawe słyszałem skowronka i żurawie, widziałem sikory, kosy, pliszki żółte, kaczki gatunku mi nieznanego, a nawet moje ulubione czajki ! Te krzaki i zarośla zaprawdę żyły pełnią życia. Muszę się kiedyś przełamać i nakręcić w końcu jakiś filmik. Tylko nie za bardzo jest u mnie ochota na dźwiganie statywu, bo bez tego to.....

Oczywiście szukałem dziś wymówki na panujące bezrybie. A to muszkarz - sprinter, a bo jutro ma być spore załamanie pogody, że niżówka i wody mało. A pstrągów też nie ma prawie wcale ! A może to ja już taka .........
Idzie wiosna, a to najważniejsze ! Diabły stracą swą moc.





6 komentarzy:

  1. Przyznam szczerze, że problem nieSamotności również mi doskwiera. Jakoś coraz trudniej mi o "luz", nie spieszenie się, gdy jako mały chłopiec jeździłem na ryby rowerem, tam gdzie nie było nikogo w promieniu kilometra. Coraz bardziej uciekam, ale nie mogę uciec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie łowi coraz większa ilość osób, jak samych łowisk jest coraz mniej. Oczywiście w pewnej skali. Mniej przez samo ich niszczenie. Odchodzi w niebyt temat "rzeczka dla jednego". Niestety.

      Usuń
  2. Czasy samotnych łowców przeminęły, rzeki pokaleczone...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzy pięćdziesiątki na jednym wyjeździe.
      Kto liczył czterdziestki.
      Czy ja taki stary, czy było to 100 lat temu ?
      Czasem mam właśnie takie wrażenie...... prehistoria.

      Usuń
    2. Nie tak dawno, bo pięć lat temu spokojnie można było sobie połowić.

      Usuń
    3. To też już prehistoria.
      Jeszcze trochę i zostanie Ci tylko nizinny Wieprz. ;)

      Usuń