Pierwsze zarybienia pstrągami.

 Minęło kilka tygodni od zarybienia lipieniami, a już kolejne zarybienie. Tym razem pstrągami. Rybki niezbyt duże, ale w końcu są ! Samochód z pstrągami przyjechał ze sporym opóźnieniem, ale w fajnym towarzystwie czas szybko minął na wędkarskich pogawędkach. Do tego dochodzą oczywiście nowe znajomości. Wędkarze w różnym wieku, a w czasie rozmowy te wiekowe granice szybko się rozmywają. Pstrągi jadą, należy szybko przygotowywać kosze ! :)

 Kosze lądują w rzece. Tymczasowy dom dla kropkowanych drapieżników. Jest dobrze. Szok termiczny wystąpić nie powinien. W każdym razie u ryb, bo woda zimnem liże po woderach jak się dłużej postoi w wodzie. :)

Po szybkim przerzuceniu pstrągów do koszy czekaliśmy jakiś czas by pstrągi "posmakowały" nowej wody i poczuły jak pływa się w nurcie.

Każdy chciał zarybiać. Ciśnienie na wędkarską normalność jest bardzo duże. Nadmienię jedynie, choć nie skromnie, że to z mojej ręki powędrował w nurty rzeki pierwszy pstrąg w pierwszych zarybieniach tym gatunkiem na tej rzece ! Jednak jak widać nie tylko ja chciałem wpuścić pstrąga "wprost z ręki".

Chłopaki świetnie udawali grzybiarzy biegając przez las z wiaderkami. Tylko zamiast zbierania grzybów odbywało się sprawne roznoszenie pstrągów po ich nowych rewirach. Ja z lenistwa i kronikarskiego obowiązku pozostałem przy koszach i ładowałem "kropki" do wiaderek. Szło sprawnie. Zwłaszcza roznoszącym ! :) Po kolejnym "załadunku" wiaderek....
Pamiątkowe zdjęcie i ....

.... tym razem rajd w górę rzeki.

Pstrągi uzyskały nowy dom, a my mam nadzieję podwaliny łowiska z prawdziwego zdarzenia.

.... i kolejne pstrągi wędrują do wody !

Kosze już praktycznie puste. Ostatnie pstrągi zostały wypuszczone do rzeki. Szkoda, że tak szybko się skończyły. Było ich zdecydowanie zbyt mało. Tym bardziej, że kolejne zarybienia pstrągami niby mają odbyć się jesienią, ale pewności nie mam. Niby. Jednak by było to sensowne to zarybienia powinny odbywać się nadal. Na tak dużą rzekę obecne pogłowie to kropla w morzu.

Fajnie jest tak sobie usiąść i spokojnie popatrzeć. Kilkanaście minut po wpuszczeniu pstrągów zaczęły żerować na jakiejś sieczce. Rzeka zaczęła żyć. Jak mało trzeba! W tym całym zamęcie wydaje mi się, że to właśnie to zdjęcie jest najbardziej wartościowe. Choć nauczony doświadczeniem wiem, że często ludziom kończy się zapał dość szybko, a co gorsza wykorzystują takie wędkarskie rewolucje dla własnych, prywatnych celów. Jak to wszystko się rozwinie ? A może niedługo skończy ?

2 komentarze:

  1. Świetna robota! Teraz tylko pilnować kłusoli.
    Też tak lubiłem posiedzieć nad wodą jak coś się działo, ale jakoś niewiele się dzieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy czy to wszystko wypali. Czas pokaże.

      Usuń