Kierunek Czechy !

 W końcu doszedł do skutku wyjazd na prawdziwe pstrągi. Rozpoczęcie sezonu pstrągowego w moim przypadku przypadło na koniec sierpnia. No kto by się spodziewał. Kierunek Czechy. Pierwszego dnia rozpoznanie. Ciężko było i to bardzo. Raz płytko raz bardzo głębokie dziury. Ja w woderach. Upał ponad 30 st.C. Gorąc i mój atak praktycznie w samo południe... Poszedłem nad rzekę prawie w brew sobie.

 Cisza i spokój nad rzeką. Pstrągi uciekały praktycznie z każdego miejsca. W głębszych miejscach ryb wymiarowych było czasem i cztery lub pięć !!! A ja nad rzeką sam. Łatwo jednak nie było. Nie zaliczyłem żadnej gleby ni wodowania, ale było blisko. Wiele razy było blisko. Spłoszone pstrągi uciekały w każdą stronę. Wędka troszkę za długa na takie łowienie.

 Wszędzie, no prawie wszędzie chaszcze i krzaki. Nisko wiszące gałęzie. Rzuty w punkt. Upał. Okulary zachodziły parą. Spocony jak diabli jechałem ostatkiem sił. To był bardzo ciężki dzień !

 Doły których nie byłem w stanie przejść obchodziłem brzegiem. Brzegi zarośnięte wszystkim co najgorsze. Dziury w ziemi. Umykające węże ! Marsz okrutny, wędka, aparat ciążyły niemiłosiernie. Gorąc !!!

 Z zejściem do wody też problemy. Jak już się tak wpadnie to w zwykłych woderach kostki, łydki i kolana poobijane zostały przez mega śliskie głazy i kamienie. Czasem po porządnym walnięciu musiałem postać chwilę by ból ustał... Niezły relaks. Moje najcięższe jak do tej pory łowienie..

 Udało mi się jednak wyjąć tego dnia 6 wymiarowych pstrągów. Mało w stosunku do zasobności wody, ale i bardzo dużo jak na warunki, które panowały. Przynętami dnia były płytko pracujące woblery prowadzone z prądem.

 Na bystrzach w zasadzie nic się nie działo. Należało je tylko pokonać...

 Na tych płaskich jak stół płaniach ryb było najwięcej... ale weź się tam poruszaj tak by nie wzburzać wody ! Wiem jedno, da się. I dalej w górę. Przemyć twarz i dalej.

 Nie zrobiłem zbyt dużego odcinka. Po prostu nie dałem rady. Postanowiłem wracać. Jutro też jest dzień. Jeszcze tylko wyjście z rzeki. Pas zarośniętej ziemi na 100-150 metrów ostami, jeżynami, choinkami, wszędzie strugi wody małych dopływów. Też trzeba przemierzyć. Troszkę sił na takie zejście z łowiska należy zachować !

Po powrocie na kwaterę opadłem na ławkę, a tam takie coś ! Chroniony ! Ja z resztą już też tego dnia. Czeskie piwko wypite. Potem drugie... Dalej poszło szybko. Był plan by jutro z samego rana..., że duże pstrągi łowi się o świcie... Nie dało się tego wytłumaczyć nikomu. Wiedziałem, że jutro rano nie dam rady podnieść się z łóżka ! :) Urlop.

6 komentarzy:

  1. Piękne widoki, krótki szklaczek by Ci się przydał. Piórka próbowałeś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś krótszego z pewnością było by się przydało, ale coś sztywniejszego niż szklaczek. :)
      Na kilka słów o piórkach w Czechach przyjdzie jeszcze czas ! ;)

      Usuń
    2. Kombinuj coś pod siebie. Ciekaw jestem jak piórka.

      Usuń
    3. Piórka to dzień trzeci, ale o tym jutro !
      Coś tam szukam krótszego, ale jak na razie ciśnienia nie mam w tym temacie. Mam na to jeszcze kilka miesięcy...

      Usuń
  2. Dzika Orlica - bardzo ładna rzeka ! Fajnie, że miałeś wymiarowe ryby - mi się to nie przydarzyło. Ale znowu - łowiłem tam bodajże 2 razy tylko. I to tylko w górnym odcinku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze dla mnie to to, że w końcu wyrwałem się na pstrągi. Myślałem, że w tym sezonie już do tego nie dojdzie. Na szczęście się udało !

      Usuń