Upał...

 Koniec lipca. Upał okropny. W dodatku samo południe. Kto wtedy jedzie na pstrągi ? Na palcach jednej ręki można policzyć takich wariatów. Porwaliśmy się we trzech. Mateusz, Marcin i ja. Nie walczyliśmy jednak zbyt długo. Pomimo tego, że nad rzeką byliśmy jedynymi łowcami. Upał... Pstrągi nawet się nie pokazały. Kilka niemrawych skubnięć to wszystko na co było je stać tego dnia. Nawet biedronka drzemała...

 Odwiedziliśmy stare miejscówki. Mini podróż sentymentalna, szkoda tylko, że pogoda nie dała nam się cieszyć w pełni z tych odwiedzin. Jedno co jest na szczęście stałe i niezmienne do dojście do rzeki.

 Cieszy fakt, że młyn nie popadł w stan agonalny. Dzielnie się trzyma. Daje nadzieję na nieśmiertelność tej rzeki...

 Rzeka kusi pomimo upału...

 Można się w nią zanurzyć... Jednak jest to zajęcie tylko dla najmocniejszych...
Ja wysiadam. Wybieram misję fotoreportera...

 Można by było tu mieszkać...

 Jednak przedzieranie przez chaszcze... no chyba, że przodem puszę Marcina. Jednak wtedy nie byłoby większego sensu bym szedł jako drugi. Płytko, płyciutko miejscami.


Widok pozostawiony...
Pozostaje sierpień. Ostatni miesiąc pstrągowego sezonu. Później już pozostanie muchowa walka z lipieniami, ale nie jest to zajęcie dla mnie. :)

4 komentarze:

  1. Fajnie było pozwiedzać w dobrym towarzystwie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozwiedzać... dobrze powiedziane. :)
      Dzięki za szlifa !

      Usuń
    2. Mogłem poczekać choć jeden dzień. ;)

      Usuń
    3. Masz co ćwiczyć koło domu :)

      Usuń