Bystrzyca w Milinie

 Jadę, nie jadę. Jadę, nie jadę. Jednak oczka o świcie same się otworzyły. No to jadę ! Wypada zainaugurować pierwszy przedwiosenny, pstrągowy spacerek. Pogoda wręcz wymarzona, iście pstrągowa. Ciepło, pochmurno, woda lekuchno trącona, przepastne doły, nikogo nad wodą i rzeka w krainie pstrąga i lipienia ! I na tym praktycznie koniec z ochami i achami. Klasyczny wrocławski spacer...

 Przerzuciłem pudełka w poszukiwaniu tego jednego woblera, który miałby być przynętą dnia. Jednak żaden z moich sprawdzonych w boju wabiów nie przypadł do gustu tutejszym pstrągom...
Oj... przecież to miał być tylko spacer okraszony nutą niegasnącej nadziei na COŚ co może się wydarzy właśnie w dniu dzisiejszym ? Zapominam się jak zwykle...

 Rzeka oczywiście piękna ! Miejscówki wzorcowe, nastawienie bojowe a wyniki h..jowe !  Mija już huk czasu od kiedy Bystrzyca na tym odcinku jest rzeką pstrągami "słynącą". Tylko pstrągi postrzegane są tutaj jak Yeti. Wielu o nich słyszało, ale zobaczyć czy złowić je to już temat zdecydowanie ocierający się o fantastykę co najmniej naukową. Zapewne są szczęśliwcy co i złowią, ale...

 Zawsze jest jakieś "ale". Ma je nawet spotkany dziś wędkarz spławikowy z trzema wędkami ! Na innej wodzie, w innym regionie coś takiego doprowadziłoby mnie do białej gorączki, ale teraz i tutaj ? Nic się nie stało. Nic się nie dzieje. Zamiast wrzucić tubylca w odmęty Bystrzycy chłonę wiedzę od psubrata. Dowiaduję się, że pstrągi nawet i brały, ale to jeszcze w tamtym roku, a dziś to tak na rybkach by sobie pooddychać świeżym powietrzem...

 Kontroli szanowny kłusownik się nie obawia. Zapewne dlatego, że według jego słów nigdy tu takowej nie zaobserwował ! Nie upodlałem się do cna rozmową ze szkodnikiem. Poszedłem dalej i dalej, by sobie popatrzeć. Jak Kiemlicz w Sienkiewiczowskim "Potopie" !

 Woda idealna dla Marcina, oczywiście gdyby tu były pstrągi ! W lecie chaszcze muszą być barierą nie do przejścia ! Nurtem z pewnością się nie da. Za głęboko. Ścieżek nad rzeką brak, no ale w sumie to kto ma je zrobić jak tu niedziela, sezon na całego, 600 tysięczne miasto za rogiem ??  Jakby były pstrągi w Bystrzycy to byłby zaiste deptak, a tak...

 Tylko sobie woby pomoczyłem, żyłka wyprostowana...i wracając wstąpiłem nad Odrę moją najbliższą domowi. A tam zbiórki jazi czy kleni, ale krótko spektakl trwał. Zanim się ze sprzętem ogarnąłem to wszystko ucichło. Za wcześnie jeszcze najwidoczniej na wielkie żarcie jazio-kleniowe.

W rzucie ostatnim szczupak się zameldował. Wymiarowy ! Na szczęście zagryzł Sieka bardzo delikatnie i dał się wytarabanić bez strat w moim arsenale przynęt !
Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej !

2 komentarze:

  1. Fajny klimat na tych zdjęciach. Szkoda, że nic...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano szkoda ! Jednak nie się co łudzić. Podszedłem jak do spaceru i tak nie bolało ! ;)

      Usuń